RSS
poniedziałek, 04 grudnia 2017

Autyzm mojego synka działa na mnie strasznie przygnębiająco. Ciągle myślę o tym, że tak już będzie zawsze, będę musiała zajmować się moim synem do końca życia. Nigdy się nie wyprowadzi z domu, nie będzie miał dziewczyny, żony, nie będzie studiował, będzie takim zamrożonym w czasie dużym dzieckiem, którego ciągle trzeba pilnować by nie zrobił sobie krzywdy. Niskofunkcjonujący autyzm to nie jest drobnostka, to ciągła walka, brak komunikacji, ciągły stres co boli to dziecko, ciągła zabawa w detektywa. Czuję się jakbym miała 60 lata a nie trzydzieści parę, mija dwa lata od diagnozy, a ja już nie mam siły wstawać z łóżka, jak dociągnę do starości. Nie wiem, ale chyba nie dociągnę. Smutek ciągły smutek, ciągła zazdrość, że inne dzieci mówią, a moje nie mówi. Co się stanie z moim synkiem gdy mnie zabraknie. Nie sposób o tym nie myśleć. Co zawiniło, że tak jest, mój organizm, geny, szczepionki. Czy ktoś to kiedyś wyjaśni. Co zrobiłam źle.

17:30, nomadkaa
Link Dodaj komentarz »